O tym jak to jest zobaczyć swoją pracę wyświetloną na 30-metrowym billboardzie na środku Times Square w Nowym Jorku; jak to się stało, że moje zdjęcie zostało użyte do kampanii reklamowej w USA i jak fotografuje się wieczorem grupę ludzi na tle ledowego billboardu, w środku najbardziej zatłoczonego miejsca na świecie.

Wszystko zaczęło się od typowego zlecenia na portrety biznesowe pracowników jednej z trójmiejskich firm. Firma Archaeological Paths mieści się w Gdyni i dopiero na miejscu, podczas sesji dowiedziałem się, że jest światowym liderem w dość wąskiej specjalizacji jaką jest turystyka archeologiczna. Ich klejnotem koronnym jest bogata w doznania i unikalne atrakcje wycieczka do Egiptu, a gwiazdą tej wycieczki światowej sławy archeolog, doktor Zahi Hawass. Przyznam szczerze, że moja wiedza na temat starożytnego Egiptu zatrzymała się na poziomie lekcji historii w szkole, a aktualne skojarzenia były bardziej związane z wydarzeniami politycznymi z roku 2011 czy słynnymi kurortami nad morzem Śródziemnym i Czerwonym. 

Zawsze lubiłem podróże i byłem ciekawy świata. Nie miałem pojęcia, że w moim mieście funkcjonuje firma, która nie tylko oferuje niezwykle ciekawe wyprawy do miejsc będących kolebką naszej cywilizacji, ale też robi to na takim poziomie i z powodzeniem konkuruje z największymi graczami na trudnym rynku turystycznym.

Żegnając się i podziękowałem za miłe przyjęcie mnie i mojej ekipy podczas sesji. Rzuciłem nieśmiało, że gdyby potrzebowali profesjonalnej obsługi fotograficznej na miejscu w Egipcie, to ja jestem otwarty, bo uwielbiam podróże i poznawanie nowych kultur.

Minęło jakieś pół roku kiedy dostałem telefon z pytaniem czy moja propozycja była na serio, bo chcieliby, żebym poleciał do Egiptu na dwa tygodnie. No jasne, że tak! Moje zadanie miało polegać na pokazaniu wspaniałych miejsc, które odwiedzają turyści podczas wycieczki i oddać niesamowitą atmosferę starożytnych zabytków. Miałem wziąć udział w całym napiętym programie, a przez pięć dni towarzyszyć prezydentowi Lechowi Wałęsie, który był gościem honorowym i wygłosił wykład dla turystów z USA

W skrócie: odwiedziłem kilkanaście piramid, wchodząc do kilku najważniejszych z nich, łącznie z tymi, do których normalny turysta wstępu nie ma, lub musi tłoczyć się wraz z setkami innych. Chłonąłem pasjonującą wiedzę o bogach, królach i dynastiach, odwiedzając ich świątynie i grobowce, płynąłem Nilem, wreszcie stałem w łapach Sfinksa o wschodzie słońca, na pustym płaskowyżu Gizy, słuchając ptaków i wykładu dr Hawassa. I to właśnie po jednym z tych wykładów miałem dwie minuty, żeby zrobić to zdjęcie:

Wtedy jeszcze nie wiedziałem (ba! Do głowy by mi nie przyszło w najśmielszych snach), że robię zdjęcie, które będzie oglądane przez tysiące ludzi na Times Square w Nowym Jorku. Może i dobrze, że nie wiedziałem, krótka sesja i słynący z niecierpliwości dr Zahi były wystarczającym czynnikiem stresującym 😉

To wszystko działo się w listopadzie 2018 roku, a w maju następnego roku zaproszono mnie do biura AP i pokazano projekt reklamy. Oniemiałem! Prawie 30-metrowy billboard wyświetlany na jednym z największych ledowych ekranów na środku Times Square. Dla każdego fotografa nie ma większej radości niż zobaczyć jak jego zdjęcia wychodzą z ciasnego formatu plików komputerowych i zaczynają życie w przestrzeni publicznej, albo w druku. Przypomniał mi się ten dreszcz, który poczułem widząc pierwszy raz swoje nazwisko pod zdjęciem w gazecie.

Moja radość szybko zmieszała się z żalem, że nie będę mógł zobaczyć tego na żywo. I wtedy ludzie z Archaeological Paths zaskoczyli mnie po raz kolejny. Dostałem propozycję polecenia do Nowego Jorku i wykonania sesji na tle billboardu szefów firmy i doktora Hawassa wraz z zaproszonymi gośćmi z okazji oficjalnej premiery akcji promocyjnej na rynku amerykańskim. 

Zaczęły się skompilowane przygotowania. Aplikacja o wizę amerykańską, godziny spędzone na Google Street View, żeby wybrać optymalne miejsce i czas wykonania sesji. Od razu wiedziałem, że najlepszy efekt dadzą zdjęcia nocne – z tymi wszystkimi światłami, jakie daje ruch miejski i świecące reklamy. Problemem była logistyka. Reklama wyświetlała się na zaledwie 15 sekund, w pętli co 5 minut. Na Times Square nie można wyłączyć z ruchu choćby skrawka chodnika, ani rozstawiać statywów z lampami. Jak oświetlić grupę kilkunastu osób, które zebrały się specjalnie na tę okazję, tak aby były dobrze widoczne zarówno one jak i billboard i światła miasta w tle?

Poleciałem do Nowego Jorku na kilka dni przed planowaną sesję. Miałem czas, żeby na własne oczy obejrzeć okolicę i zweryfikować plany z tym co zastałem na miejscu. Natężenie ruchu pieszego o każdej porze dnia i nocy przerosło moje wyobrażenia. Turyści, mimowie, akrobaci, stoliki kawiarni. Do tego latarnie uliczne i inne billboardy, które ograniczały kąty z których dobrze widać było billboard. Jak ustawić ludzi, tak aby pokazać skalę reklamy, ale żeby nie zasłaniali samego billboardu? Jakiego obiektywu użyć? W reszcie: jak zadbać o odpowiednią odległość między mną a fotografowanymi ludźmi, żeby nikt w ciągu tego krótkiego czasu nie wszedł mi przed obiektyw? A możecie sobie wyobrazić, że na zamkniętej przestrzeni, jaką jest Times Square, po której spacerują tysiące ludzi, często zapatrzonych w ekrany telefonów, lub w wizjery swoich aparatów, z zadartymi do góry głowami, każdy wolny centymetr chodnika jest w mgnieniu oka przez kogoś zajmowany.

Pierwszą noc spędziłem w hotelu W, na 27 piętrze. Stamtąd miałem idealny widok na Times Square i billboard.

Drugiego dnia zacząłem szukać najlepszych miejsc, żeby sfotografować sam billboard zarówno za dnia jak i po zmroku. Wieczorem z pomocą Roberta i Mariusza wybraliśmy miejsce, z którego chciałem wykonać sesję. Dawało mi ono odejście, było nawet lekkie wzniesienie, na którym chciałem ustawić grupę. Zrobiliśmy próbne zdjęcia i wyszły bardzo dobrze. Nie przewidziałem tylko jednego, że następnego dnia, w tym miejscu, uliczni akrobaci zgromadzą niemałą grupę widzów, by zabawiać ich swoimi popisami.

Kiedy zjawiłem się na placu kilka minut przed wyznaczoną godziną sesji byłem załamany. Nerwowo spoglądałem na zegarek i na odbywający się w „moim miejscu” show i rozważałem możliwe scenariusze. Szybko okazało się, że nie mam co liczyć, na to, że grupa rozejdzie się na czas. Trzeba było działać. Jedynym alternatywnym miejscem, które nadawało się na zdjęcie był ruchliwy chodnik wzdłuż obleganych butików. Żeby objąć szeroki obiektywem całą grupę i billboard musiałem stanąć na środku chodnika.

Zaczęli przychodzić ludzie z firmy, ekipa filmowa i pierwsi goście. Ludzką rzekę, która płynęła chodnikiem, na którym stałem trzeba było przekierować za moimi plecami, gdzie zostało dosłownie półtora metra. Nikt nieproszony nie mógł w momencie tej krótkiej sesji wejść między mój obiektyw a ustawioną grupę, w środku której stał już doktor Zahi Hawass, właściciele firmy, konsul Egiptu, prezes EgiptAir, a do nich dołączali zaproszeni politycy i biznesmeni. Robert i Mariusz, którzy dzień wcześniej pomagali mi w sesji próbnej, teraz trzymali w rękach lekkie statywy, a do nich zamocowane lampy błyskowe. Żeby zminimalizować ryzyko, do każdej z lamp włożyłem nowe baterie, nie chciałem ryzykować z akumulatorkami. Pod ręką, na wszelki wypadek miałem drugi aparat i zestaw kart oraz baterii. Smile! Raz, dwa, trzy. Mamy to, thank you, dziękuję! 

Dopiero teraz zacząłem się trząść. Powietrze zeszło ze mnie jak z przebitego balona i miałem ochotę biegać i skakać po Times Square krzycząc „Udało się! Patrzcie, to moje zdjęcie!!” 😀

Następne dwa dni były zasłużoną nagrodą w postaci zwiedzania Manhattanu i Liberty Island ze Statuą Wolności. 

Na koniec moja refleksja: warto stawiać czoła wyzwaniom i kiedy pojawiają się trudne zadania, mierzyć siły na zamiary, dodać sobie kilka punktów do odwagi i podnosić rzuconą rękawicę. Bez wcześniejszych stresujących sytuacji, sesji, ślubów nie byłbym gotowy skoczyć na tak głęboką wodę. Dziś, po tej przygodzie wiem, że mogę więcej, a co będzie dalej, zobaczymy 😎